Kobiety – strażniczki od domowych finansów

kobiety finanse

Czasy się zmieniły obecnie to kobiety deklarują, że coraz częściej przejmują w związku kontrolę nad finansami i postrzegają się jako strażniczki domowego budżetu. Zachowują przy tym większą ostrożność w gospodarowaniu pieniędzmi oraz zaciąganiu zobowiązań niż ich partnerzy. Rzadziej ulegają też impulsywnym i drogim zakupom niż mężczyźni. Co ciekawe, mężczyźni nie chcą łatwo oddać pola – wynika z najnowszego badania Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej „Finanse w parach”, przeprowadzonego na kobietach i mężczyznach będących w związkach.

 

W kwestii finansów w parach widać coraz większą równość, a tradycyjne role się zacierają. Do niedawna domeną mężczyzn było utrzymanie rodziny i zapewnienie jej bezpieczeństwa finansowego, a kobiety zajmowały się wyłącznie domem i opieką nad dziećmi. Obecnie kobiety z powodzeniem realizują się zawodowo i dokładają się do domowego budżetu. Coraz częściej też to one zarabiają na rodzinę, a ich partnerzy zajmują się domem.

Jak wynika z badania KRD „Finanse w parach”, w związkach następuje powoli zamiana ról również w kwestii zarządzania domowym budżetem – kobiety deklarują, że to one coraz częściej przejmują inicjatywę w kontrolowaniu domowych finansów i braniu odpowiedzialności za wspólny budżet. Ankietowane przyznają, że trzymają rękę na pulsie pod względem pilnowania terminów spłat zobowiązań (56,7%) oraz doglądania codziennych wydatków (56,5%), a także zachowują większą ostrożność w gospodarowaniu pieniędzmi (49,5%). Co ciekawe, ich partnerzy mają zgoła odmienne zdanie na temat podziału ról w związku.

 

Mniej impulsywne w zakupach

Badanie Krajowego Rejestru Długów pokazuje również, że kobiety zdecydowanie rzadziej niż mężczyźni ulegają impulsywnym i drogim zakupom. Tylko 19,9% z nich przyznaje, że raz lub dwa razy w życiu zdarzyło jej się dokonać spontanicznego zakupu na kwotę minimum 500 zł. W przypadku mężczyzn było to 28,5%. Co dziesiąta kobieta pod wpływem chwili wydała już taką kwotę kilkukrotnie lub wielokrotnie, w gronie mężczyzn – co piąty. Kobiety częściej niż mężczyźni odczuwają jednak dyskomfort związany z wydaniem zbyt dużej kwoty podczas zakupów (54% vs 44%).

– Z badania jasno wynika, że kobiety czują odpowiedzialność za finanse swojej rodziny. Pociąga to za sobą większą świadomość tego, jak takie spontaniczne, kosztowne wydatki wpływają na kondycję budżetu domowego. Być może to poczucie odpowiedzialności i świadomość konsekwencji każą zatrzymać się przed dokonaniem większych zakupów pod wpływem chwili i rozważyć, czy na pewno taki wydatek jest konieczny. Kolejny krok to albo rezygnacja z wydatku, albo zakup, ale już nie spontaniczny, a przemyślany – mówi dr Joanna Rudzińska-Wojciechowska z Katedry Psychologii Ekonomicznej Akademii Leona Koźmińskiego.

Większość kobiet (60%) deklaruje, że finansowaniem dużych, wspólnych wydatków (np. zakup telewizora, wakacje) dzielą się w równym stopniu ze swoimi partnerami, ale już 26,6% ankietowanych przyznaje, że jest to domeną ich partnerów. Jednocześnie dokładnie połowa ankietowanych kobiet uważa, że osobiste wydatki (np. ubrania (najczęściej panie decydują się na modne sukienki), kosmetyki, wizyty u fryzjera czy kosmetyczki) powinny być pokrywane przez każdego z partnerów z własnej kieszeni. Takiego samego zdania są również mężczyźni. Co ważne, większość kobiet nie chce, żeby mężczyzna brał na siebie kredyty i inne zobowiązania w imieniu rodziny (68,5%) – przy czym co piąta z tej grupy jest temu zdecydowanie przeciwna.

 

Terminowość przede wszystkim

56,7% kobiet twierdzi, że odpowiedzialnie podchodzi do regulowania swoich zobowiązań finansowych, a spłata raty jest dla nich priorytetem. Wyniki badania pokazują jednak, że jest też odsetek kobiet, którym zdarzyło się przedłożyć zachciankę ponad konieczność uregulowania należności.

Co szósta kobieta raz lub dwa razy w życiu świadomie nie zapłaciła raty kredytu w terminie, ponieważ pieniądze na ten cel wolała przeznaczyć na inne wydatki, które nie były w danej chwili konieczne. Dla porównania, bardzo podobny odsetek mężczyzn udzielił dokładnie takich samych odpowiedzi, a jednak to właśnie panowie stanowią większość dłużników w KRD. Ważne, aby taki wyjątek od reguły nie stał się regułą. Skutki niepłacenia mogą być bardzo poważne. A pamiętajmy, że aby trafić do rejestru dłużników, wystarczy już co najmniej 200 zł przeterminowanych zobowiązań finansowych – podkreśla Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

 

Nadmierne zadłużenie to wstyd

Większość kobiet twierdzi, że w dzisiejszych czasach zaciąganie kredytów czy pożyczek jest czymś normalnym (82,5%), ale należy unikać takiego rozwiązania, jeśli zadłużenie się nie jest absolutnie konieczne (prawie 90%). Ankietowane uważają również, że spłatę kredytu lepiej rozłożyć na dłuższy okres, aby uzyskać niższą ratę (nawet kosztem wyższych odsetek), ponieważ jest to bezpieczniejsza forma zaciągania zobowiązań (63%). Dla własnego bezpieczeństwa finansowego wolą też kupować różne rzeczy za zaoszczędzone pieniądze niż zaciągać kredyt lub pożyczkę na ten cel (64%). Jednocześnie 2/3 kobiet przyznaje, że bycie osobą nadmiernie zadłużoną jest czymś wstydliwym. Podobne podejście do zobowiązań finansowych mają ankietowani mężczyźni.

źródło: Ogólnopolskie badanie „Finanse w parach” na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, styczeń 2022 r.

Bankructw konsumenckich przybędzie

Kobieta i mężczyzna zadłużenie

8268 upadłości konsumenckich orzekły sądy w I połowie 2021 r. – pokazują dane Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej. 5378 z tych osób w dniu bankructwa było notowanych w Krajowym Rejestrze Długów. Najwięcej z nich, bo 1467, to rodacy w wieku 36-45 lat, najmocniej obciążeni kredytami, pożyczkami i zakupami ratalnymi. Najliczniejsze grono upadłych dłużników mieszka na Śląsku – 1120 osób. Ogłoszenie bankructwa to szansa na nowe życie, jednak nie uwalnia od spłaty zaległości.

Osoby, wobec których sądy ogłosiły upadłość w pierwszych sześciu miesiącach tego roku, mają łącznie 280 mln zł zaległych zobowiązań finansowych. To kwota, którą – według danych KRD – powinny oddać swoim wierzycielom. Zanim doszło do bankructwa, część dłużników już widniała w bazie danych Krajowego Rejestru Długów. Dwanaście miesięcy przed decyzją sądu było w niej wpisanych 4577 osób, sześć miesięcy – 5018, trzy miesiące – 5206, a w dniu ogłoszenia bankructwa 5378. Widać więc, że problem narastał.

 

Upadłości i zaległości przybierają na sile

Kiedy w 2015 r. weszły w życie przepisy zmieniające ustawę Prawo upadłościowe i naprawcze dotyczące upadłości konsumenckiej, liczba takich bankructw wynosiła nieco ponad 2000 rocznie. Od tego czasu systematycznie rośnie.

– Wielu dłużników wierzy, że ogłoszenie upadłości konsumenckiej uwolni ich od spłaty zobowiązań. To prawda, trzeba jednak pamiętać, że jest to drastyczne rozwiązanie, które pozbawia dłużnika majątku, w tym także domu lub mieszkania. Upadłość ma na celu przede wszystkim spłatę zaległości wobec wierzycieli. Bankructwo można ogłosić w sytuacji, kiedy wartość długu przekracza wartość majątku i dłużnik nie jest w stanie go spłacić. Zawsze jednak o tym decyduje sąd – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

 

Męska sprawa

Wśród dłużników, którzy zbankrutowali w I połowie tego roku, widać niewielką przewagę mężczyzn – było ich 2850. Kobiet – 2528. Ale patrząc przez pryzmat kwoty, jaka ich obciąża, dysproporcja jest znacznie większa. Zaległości panów wynoszą 177 mln zł, a pań 103 mln zł.

Zapaść finansowa najmocniej dotyka Polaków w wieku 36-45 lat, którzy w momencie ogłoszenia upadłości mieli prawie 86 mln zł zaległości. Tuż za nimi są osoby pomiędzy 46. a 55. rokiem życia – ich konto obciąża 69 mln zł długu, a następna grupa 56-65 lat, której wierzyciele stracili 58 mln zł.

Większość zadłużonych bankrutów, bo 4417, mieszka w mieście. Osoby te nie spłaciły 228 mln zł. Z kolei mieszkańcy wsi, których w KRD figuruje 847, mają 44 mln zł zaległości. Najliczniejsze grono upadłych dłużników to osoby z miast powyżej 300 tys. mieszkańców – 1165, które nie zapłaciły prawie 66 mln zł.

 

Do wierzycieli powinno trafić łącznie 280 mln zł, z czego najwięcej, bo 125 mln zł, przypada na firmy windykacyjne i fundusze sekurytyzacyjne. Następne w kolejce po pieniądze są banki, mające do odzyskania ponad 114 mln zł, oraz firmy pożyczkowe i SKOK-i z sumą blisko 25,5 mln zł, jak również operatorzy komórkowi oraz dostawcy Internetu i telewizji – ponad 2 mln zł. Znaczną kwotę 3,2 mln zł stanowią niezapłacone alimenty.

 

Upadłość – trudna decyzja

Do ubiegłego roku nie każdy mógł zdecydować się na upadłość konsumencką. Wykluczone były osoby, których niewypłacalność była skutkiem celowych działań lub rażącego niedbalstwa. Jednak w marcu 2020 r. przepisy się zmieniły, gdyż wprowadzono tzw. konsumenckie uproszczone postępowanie upadłościowe.

Obecnie bankructwo może ogłosić konsument, który przyczynił się do powstania swoich długów, a także osoba prowadząca jednoosobową działalność gospodarczą. Poluzowanie kryteriów widać w sądowych statystykach – w minionym roku upadłość ogłosiło 13 tys. osób, prawie dwa razy więcej niż w poprzednim. Jeśli ta dynamika się utrzyma, eksperci prognozują 20 tys. bankructw w 2021 r.

Według znowelizowanego prawa sąd zbada przyczynę niewypłacalności dopiero po ogłoszeniu upadłości. Podejmie wtedy decyzję o ewentualnej odmowie oddłużenia. Jednak może do tego dojść tylko wtedy, gdy dłużnik działał celowo, aby roztrwonić majątek, czyli ze złej woli i celowego pokrzywdzenia wierzycieli, np. biorąc kredyt na luksusowy samochód, którego z góry wiadomo, że nie będzie w stanie spłacić.

Dotąd na rozliczenie się z wierzycielami dłużnik miał 3 lata, teraz 7 lat. Nie zmieniła się jednak zasada, że pewne zobowiązania nie mogą być umorzone w ogóle. Należą do nich alimenty czy naprawienie szkody wynikającej z przestępstwa lub wykroczenia.

– Ogłoszenie bankructwa powinno być jednak ostatecznością. Dlatego kiedy zaczynamy mieć problemy z utrzymaniem płynności finansowej, trzeba reagować. Jeśli jesteśmy już na granicy wypłacalności, nie pożyczajmy dalszych kwot, bo to pogłębi problem. Najlepiej zawczasu porozumieć się z wierzycielem lub firmą windykacyjną, która jest w stanie ułożyć plan spłat, tak aby dłużnik wyszedł na prostą. Negocjatorzy mają duże doświadczenie i potrafią pomóc odzyskać równowagę finansową, ale nie można z tym czekać na ostatnią chwilę. Potrzebna jest wola i dyscyplina dłużnika – podkreśla Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Najwięcej zaległości pozostawili po sobie konsumenci na Śląsku – 48,2 mln zł. W województwie mazowieckim jest to kwota 45,3 mln zł, a w Wielkopolsce 28,4 mln zł. Na przeciwnym biegunie, czyli z najniższą kwotą zobowiązań, są dłużnicy-bankruci z Lubelszczyzny, których wierzyciele stracili 5 mln zł. Dalej mieszkańcy województwa lubuskiego, którzy mają 5,2 mln zł zaległości i z Podlasia z sumą zobowiązań 5,3 mln zł.

Pilnowanie dowodu osobistego nie zagwarantuje bezpieczeństwa danych osobowych – warto wiedzieć

Dowód osobisty nowe zasady.

Prawie 2 miliony Polaków stanie w tym roku przed koniecznością wymiany lub wyrobienia dowodu osobistego. Jeszcze tylko przez 5 miesięcy będzie to można zrobić za pośrednictwem Internetu. Nadchodzące zmiany mają zwiększyć bezpieczeństwo obiegu dokumentów. A statystyki dotyczące kradzieży danych są niepokojące. Każdego dnia przestępcy próbują wyłudzić w ten sposób prawie 700 tys. zł. Ekspert serwisu ChronPESEL.pl zwraca uwagę, że samo pilnowanie dowodu osobistego nie wystarczy, żeby zapewnić bezpieczeństwo naszych danych.

Od sierpnia 2021 r. zmieniają się zasady dotyczące dowodów osobistych. Przede wszystkim, po wejściu w życie nowych przepisów nie będziemy mogli wyrobić już dokumentu tożsamości przez Internet. Nowe dowody będą zawierać m.in. odcisk palca oraz podpis posiadacza, przez co do złożenia wniosku konieczna będzie wizyta w urzędzie. Według szacunków Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, w tym roku wymienić dowód będzie musiało ok. 1,5 mln Polaków. Dodatkowo 358 tys. osiągnie pełnoletność.

Przyczyną zmiany jest konieczność dostosowania nowych przepisów do rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady UE. Te regulacje zobowiązują państwa członkowskie do wprowadzenia do dowodów osobistych drugiej cechy biometrycznej, czyli odcisków palców. Polska musi dodatkowo uzupełnić warstwę graficzną dokumentu tożsamości o podpis posiadacza. Wprowadzone zmiany mają utrudnić fałszowanie dokumentów. Do tej pory o wyrobienie dowodu osobistego można było wnioskować przez Internet.

Rośnie liczba prób wyłudzeń

Dowód osobisty to najważniejszy dokument tożsamości, jego utrata może się wiązać z przykrymi konsekwencjami. Jeśli nie zareagujemy natychmiast, w niedługim czasie po kradzieży lub jego zgubieniu, może się okazać, że ktoś w naszym imieniu wziął pożyczkę, podpisał umowę leasingową lub kupił coś na raty.

Jak wynika z informacji udostępnionych przez System Dokumenty Zastrzeżone, tylko w 2020 r. udaremniono 6 884 próby wyłudzenia kredytów na skradziony dowód na łączną kwotę prawie 254 mln zł. Liczba udaremnionych prób wzrosła w stosunku do 2019 r. o prawie 36 proc. Spadła natomiast liczba zastrzeżonych dokumentów. W ubiegłym roku było to prawie 157 tys., a więc o 20 tys. mniej niż w 2019 r.

Większa liczba udaremnionych prób wyłudzenia może świadczyć o większej szczelności systemu, który skuteczniej niż wcześniej weryfikuje próby oszustów. Biorąc jednak pod uwagę inne statystyki dotyczące działalności przestępców wyłudzających dane, zwłaszcza w czasie pandemii, na pewno wiąże się to także z tym, że zintensyfikowali oni swoje działania. Jak wynika z naszego raportu „Ochrona danych osobowych w czasie pandemii”, podczas drugiej fali epidemii większą aktywność oszustów próbujących wyłudzić dane zauważyło ponad 55 proc. Polaków – mówi Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl, partnera Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

W przypadku utraty dowodu należy reagować natychmiast:

Jeśli zgubiłeś portfel z dowodem osobistym, jak najszybciej zastrzeż stracone dokumenty. Możesz to zrobić w banku lub przez Internet przy pomocy profilu zaufanego. Jak najszybciej poinformuj też o zdarzeniu policję, jeśli do utraty dokumentów doszło w wyniku kradzieży. Następnie unieważnij skradziony dokument. Wraz z wnioskiem o unieważnienie możesz od razu złożyć w urzędzie podanie o wyrobienie nowego. Zgubiony dowód może być również źródłem problemów w przyszłości, dlatego sprawdź w biurze informacji gospodarczej, czy ktoś nie próbował wykorzystać twojego numeru PESEL, aby zaciągnąć kredyt lub pożyczkę w twoim imieniu – radzi Bartłomiej Drozd.

Nie tylko dowód

Jednak sama ochrona dowodu osobistego nie wystarczy, ponieważ złodzieje danych osobowych szukają dzisiaj swoich ofiar głównie w Internecie.

Musimy pamiętać, że dowód jest tylko nośnikiem naszych danych osobowych. Przestępcy nie muszą dzisiaj kraść portfeli, czy skanować dowodów, żeby wejść w ich posiadanie. Oczywiście należy ich pilnować i nie dopuszczać do sytuacji, w których gdzieś go zostawiamy, ale musimy mieć też świadomość, że to nie wystarczy, by zapewnić sobie bezpieczeństwo. Niestety, z uwagi na to, w jak wielu miejscach podajemy nasze dane, na przykład w urzędach, przychodniach, w hotelach a przede wszystkim w sieci, takiej pewności nigdy mieć nie będziemy – tłumaczy Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl.

Temat ochrony danych osobowych wymaga prowadzenia regularnych działań edukacyjnych. Rozwój epidemii oraz towarzysząca mu wyższa aktywność oszustów wpływa dezorientująco na Polaków. Potwierdzają to wyniki badania „Ochrona danych w czasie pandemii”, które pokazują, że w ciągu ostatnich 6 miesięcy spadła liczba osób, które deklarują, że wiedzą, jak powinny zabezpieczać swoje dane. Obecnie już prawie co 4. Polak nie wie, w jaki sposób chronić swoje dane osobowe w pandemii.

Blisko co czwarty pożyczający nie sprawdza, czy będzie w stanie spłacać

Liczenie na kalkulatorze.

Statystyczny Polak posiadający kredyt lub pożyczkę, uzyskane w ten sposób pieniądze przeznacza przeważnie na zakup sprzętu RTV/AGD bądź remont i wyposażenie mieszkania, pracuje zawodowo, a jego dochód nie przekracza 5 tys. zł – taki profil posiadającego zobowiązania finansowe Polaka wyłania się z badania Krajowego Rejestru Długów pt. „Jak pożyczają Polacy”. Większość pożyczających zaciąga takie zobowiązania odpowiedzialnie, ale co czwarty czasami sprawdza, czy będzie w stanie je spłacić lub w ogóle tego nie robi.

Z badania Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA wynika, że ponad połowa Polaków (54 proc.) spłaca obecnie kredyty lub pożyczki. Najczęściej zaciągają jedno zobowiązanie rocznie i robią to przede wszystkim w bankach (83 proc.). Zwykle jest to kredyt gotówkowy (48 proc.) lub ratalny (37,8 proc.). 23,5 proc. posiada kartę kredytową.

Rysopis pożyczającego

Wśród pożyczających blisko połowę stanowią osoby w wieku 25-44 lat. Najmniej zobowiązań mają młode osoby (18-24 lata). Co piąta osoba z wykształceniem wyższym ma w swoich zobowiązaniach kredyt bądź pożyczkę. Znacznie częściej mają je jednak osoby z wykształceniem średnim (38,5 proc.) i zawodowym (37 proc.).

Większość spłacających pracuje zawodowo (63 proc.), a blisko co piąty utrzymuje się z emerytury lub renty. Bezrobotni bądź osoby niepracujące, ale zajmujące się domem, stanowią 12,2 proc. kredytobiorców. 3/4 osób posiadających kredyt bądź pożyczkę mieszka z partnerem, a połowa z dziećmi. Co ciekawe, więcej osób pożyczających pieniądze mieszka z rodzicami (17 proc.) niż żyje samotnie (9 proc.).

Osoby, które pożyczają pieniądze, najczęściej deklarują, że miesięczne dochody ich gospodarstwa domowego mieszczą się w przedziale 5-7,5 tys. zł netto (21 proc.). Widać jednak, że większość (58 proc.) stanowią osoby, których domowe wpływy nie przekraczają 5 tys. zł. W swoim badaniu KRD zapytał także o osobisty miesięczny dochód spłacających obecnie zobowiązanie. Ponad połowa (55,5 proc.) zadeklarowała, że jest to od 1,5 do 3 tys. zł. 22 proc. przyznaje, że ich indywidualne wynagrodzenie to mniej niż 1,5 tys. zł na rękę.

Blisko co trzeci Polak z kredytem pożyczone pieniądze przeznacza na zakup urządzeń AGD czy sprzętu RTV (35 proc.). Co trzeci wydaje je na remont mieszkania lub domu, bądź jego wyposażenie. Kolejnym wydatkiem finansowanym przez pożyczone pieniądze jest zakup auta (17 proc.), komputera lub smartfona (15 proc.). 13 proc. osób zaciąga nowe zobowiązanie, aby spłacić już zaciągnięte kredyty lub pożyczki.

To doraźne rozwiązanie i zarazem jeden z najczęstszych błędów popełnianych przez osoby, które mają problemy ze spłatą swoich zobowiązań. Pokrywanie rat jednego kredytu drugim nierzadko wpędza je w spiralę zadłużenia. Dlatego wcześniej warto rozważyć inne możliwości, jak kredyt konsolidacyjny, scalający nasz dług w jedno zobowiązanie, czy dialog z instytucją, u której mamy dług. Bankom i firmom pożyczkowym zależy na odzyskaniu pożyczonych pieniędzy, więc są w stanie zaproponować różne możliwości wyjścia z sytuacji, np. przerwę w spłacie czy prolongatę umowy – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

Pożyczanie z głową

Problemy ze spłatą są często pochodną lekkomyślnego podejścia do zaciągania zobowiązań. W badaniu „Jak pożyczają Polacy” większość respondentów (77 proc.) przyznaje, że przed zaciągnięciem pożyczki lub kredytu zawsze oblicza, czy będzie w stanie je spłacić. Pozostaje jednak wciąż grupa osób, którym raz zdarza się to robić, a raz nie (14 proc.) i taki krok uzależniają od danej okoliczności. Do tego 9 proc. nigdy nie liczy i w ogóle nie zastanawia się nad tym, czy będzie w stanie zwrócić pieniądze.

Blisko co czwarty kredytobiorca przyznaje, że nie zastanawia się nad tym, czy będzie miał z czego spłacić kredyt. To dużo, ale tak naprawdę odsetek takich nierozważnych osób jest wyższy. Nie lubimy się przyznawać do takich zachowań, nawet w anonimowych badaniach. Oszacowanie własnych możliwości finansowych przed wzięciem na swoje barki kredytu bądź pożyczki jest bardzo ważne. Jednak to nie wystarczy w podejmowaniu decyzji. Możliwości finansowe mogą się bowiem w każdej chwili zmienić, o czym dobitnie przypomniała pandemia. Istotnym elementem jest więc przygotowanie się na ewentualność niespłacenia zaciągniętych zobowiązań. Z naszego badania wynika, że 66 proc. Polaków wie, jakie konsekwencje się z tym wiążą. 24 proc. przyznaje, że mniej więcej wie, co się stanie w takiej sytuacji, a co dziesiąta osoba zupełnie nie ma pojęcia, co będzie, kiedy przestanie spłacać zaciągnięte zobowiązanie – dodaje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów BIG SA.

Rynek pożyczek wciąż mało znany

W zaciąganiu zobowiązań bardzo przydaje się znajomość oferty i rynku. Większość Polaków jest świadoma, że lepiej nie zadłużać się w instytucjach, które oferują pożyczki bez sprawdzania zdolności kredytowej i weryfikowania klientów w Biurze Informacji Gospodarczej. Niechętnie do oferty takich podmiotów podchodzi aż 68 proc. rodaków. Co szósty Polak dopuszcza możliwość zaciągnięcia pożyczki w firmach, które reklamują się, że udzielają ich „bez sprawdzenia w KRD i w BIK”. Kolejne 15 proc. nie potrafi potwierdzić ani wykluczyć, czy zdecydowałoby się na takie działanie.

Zdecydowanie odradzam taki krok. Żaden bank ani żadna poważna firma pożyczkowa tak nie robi. To pchanie się w kłopoty. Taka pożyczka może się okazać bardzo droga – ostrzega Adam Łącki.

Ogólnopolskie badanie „Jak pożyczają Polacy” zostało przeprowadzone przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów w listopadzie 2020 r. na reprezentatywnej grupie 1007 osób, które mają pożyczki bądź kredyty.

Polacy nie lubią długów, ale ich zaległości rosną

pieniądze banknoty

Blisko co 4. Polak miał w swoim życiu problem ze spłatą długu. Co 20. osoba przyznaje, że taka sytuacja zdarzyła się jej wiele razy – pokazuje badanie „Zadłużenie Polaków” przeprowadzone na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. W obliczu kłopotów finansowych najczęściej prosimy o wsparcie rodzinę lub bliskich (44 proc.), ale też zaciskamy pasa (42 proc.). Jako pierwsze tniemy wydatki na odzież, rozrywkę i wyjazdy.

 

Na koniec 2020 r. łączne zaległości Polaków, widniejące w bazie danych KRD, wyniosły 48 mld zł. To o prawie 2,4 mld zł więcej niż w 2019 r., kiedy było to 45,7 mld zł.

W ogólnopolskim badaniu przygotowanym przez IMAS International na zlecenie KRD wśród osób nieposiadających obecnie długów 59 proc. zadeklarowało, że nie miało nigdy problemów ze spłatą swoich zobowiązań, takich jak np. raty kredytu czy nieuregulowane rachunki za telefon. Do sporadycznych „wpadek” z zapłatą przyznał się więcej niż co 4. badany. 5 proc. osób zdarzało się to wiele razy, a 7 proc. nie potrafiło przypomnieć sobie, czy miało taką sytuację.

Długi z punktu widzenia Polaka

Zdecydowana większość, bo aż 9 na 10 dorosłych Polaków uważa, że długi zawsze należy spłacać. 87 proc. unika ich zaciągania, a w razie takiej konieczności jak najszybciej spłaca zobowiązanie. Podobny odsetek (86 proc.) uważa, że pożyczać powinniśmy tylko wtedy, gdy wiemy, że jesteśmy w stanie zwrócić należności.

Do przemyślanego pożyczania najbardziej rygorystycznie podchodzą osoby, które nigdy nie były zadłużone lub regularnie spłacały zobowiązania. Ci, którzy obecnie mają zaległości, wykazują się większą tolerancją. 22 proc. z nich twierdzi, że dług niekoniecznie trzeba spłacać. Rzadziej unikają też pożyczania pieniędzy, spłatę traktują mniej priorytetowo. Widać zatem, że osoby, które nie regulują własnych zobowiązań, mają też luźniejsze podejście do zadłużania się, co zresztą może być powodem ich finansowych kłopotów – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Lepiej oszczędzać niż pożyczać

Badanie przeprowadzone przez IMAS International na zlecenie KRD pokazało, że blisko 3/4 Polaków woli oszczędzać i kupować za własne środki, niż posiłkować się kredytem bądź pożyczką. Nieco ponad połowa wskazuje, że korzystanie z takiego wsparcia przy wydatkach jest naturalne, bo nie wszystkie zakupy da się sfinansować samodzielnie.

Oszczędzanie to także jedna z najpopularniejszych strategii w przypadku bycia już zadłużonym. Aby móc spłacić zaległości, osoby posiadające zobowiązania najczęściej ograniczają dotychczasowe wydatki. W pierwszej kolejności wybierają tańszą odzież (44%) oraz rezygnują z rozrywki, np. wyjścia do kina czy na imprezę (42%). Blisko co piąty (18%) nie pojechał z tego powodu na wakacje czy urlop, a 14% tnie wydatki na jedzenie. Niewiele (8%) szuka oszczędności na spłatę długów poprzez rezygnację z używek jak alkohol, papierosy czy słodycze.

 

Postawy Polaków wobec kredytów, długów i oszczędzania Zdecydowanie się zgadzam Raczej się zgadzam Raczej się nie zgadzam Zdecydowanie się nie zgadzam Nie wiem/ trudno powiedzieć
Unikam długów – kiedy je mam, staram się je jak najszybciej spłacić 59% 29% 6% 2% 4%
Pożyczanie jest dobre, ale tylko wtedy, gdy jesteśmy w stanie oddać pieniądze 54% 33% 5% 3% 5%
Długi zawsze trzeba spłacać 73% 18% 3% 1% 5%
Wolę oszczędzać i kupić coś za własne środki niż pożyczać 37% 34% 16% 3% 10%
Korzystanie z kredytów czy pożyczek jest naturalne, inaczej nic by nie można było kupić 17% 40% 19% 11% 12%
Wolę wziąć coś na kredyt i od razu korzystać, niż oszczędzać i móc korzystać dopiero za długi czas 12% 25% 25% 23% 15%
                                                                      Źródło: KRD

 

Jest też grupa osób, która kredyt czy pożyczkę uważa za lepsze wyjście niż oszczędzanie. 36% badanych wskazało, że woli korzystać z tego rozwiązania, aby kupić wybraną rzecz i cieszyć się nią od razu, niż czekać, aż uzbiera potrzebne pieniądze.

Korzystanie z oferty kredytów i pożyczek nie jest niczym złym. Ważne jednak, aby przy zaciąganiu zobowiązań mieć świadomość tego, jak wpłyną one na nasze finanse, nie tylko w krótkim, ale i długim terminie. Warto mieć plan awaryjny, gdy zmieni się nasza sytuacja, co może przytrafić się każdemu. Testem odporności dla Polaków jest obecnie pandemia koronawirusa, która przewróciła do góry nogami gospodarkę, a wraz z nią domowe budżety – zaznacza prezes KRD.

Finansowa lekcja

Doświadczenie bycia dłużnikiem wpływa na podejście Polaków do finansów. Niemal 3/4 obecnych i byłych dłużników (73 proc.) podejmuje działania zapobiegawcze, by nie ponawiać lub nie pogłębiać swojego zadłużenia. Przy czym osoby, które wyszły z zadłużenia podchodzą do tego w sposób bardziej przemyślany i systematyczny. 43% z nich odkłada na „czarną godzinę”. Wśród osób obecnie zadłużonych odsetek ten wynosi 25%. Mając na koncie doświadczenie z długami, Polacy częściej starają się w pełni regulować swoje należności na czas, nawet gdy chodzi o niewielkie kwoty. Deklarują tak zarówno zadłużeni w przeszłości (17%), jak i obecnie (14%). Dług skłania też do większej kontroli nad swoimi wydatkami (odpowiednio 16 i 11% wskazań w tych grupach). Dodatkowo, co 10. osoba, która wyszła z długów, postępuje zgodnie z zasadą: najpierw rachunki i stałe opłaty, a później reszta.

Dłużnik w oczach rodaka

Dla ponad połowy Polaków (52%) posiadanie zaległości nie ma wpływu na postrzeganie dłużnika jako człowieka i członka społeczności. Jednak pozostałe 48% nie darzy szacunkiem osób niewywiązujących się ze zobowiązań finansowych.

W rozmowach z dłużnikami nasi negocjatorzy wyróżniają grupę „niefrasobliwych”, od których słyszą, że nie zapłacili oni tylko jednej raty za telewizor czy smartfon, a przecież „to nie grzech”. Jest też grono dłużników, którzy podejmują pochopne decyzje zakupowe i w efekcie nie są w stanie wywiązać się ze zobowiązań. Kiedy później starają się o kredyt w banku lub firmie pożyczkowej, są zdziwieni, że go nie dostają, bo zostali wpisani do biura informacji gospodarczej. Rolą negocjatorów jest więc nie tylko doprowadzenie do spłaty zaległości, ale także takie zorganizowanie całego procesu, aby dłużnik ponownie stał się aktywnym klientem sklepu czy banku, terminowo regulującym swoje należności. Mogą więc przeanalizować budżet domowy dłużnika i pomóc rozplanować go, tak aby się dopiął – podsumowuje Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Badanie „Zadłużenie Polaków” zostało przeprowadzone w listopadzie 2020 r. przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej metodą CAWI na reprezentatywnej grupie 1000 Polaków.

Kolejne trzy miesiące będą decydujące dla firm i rynku pracy. Jest ryzyko fali bankructw i wzrostu bezrobocia do 8–9 proc.

Do tej pory kryzys związany z pandemią COVID-19 nie wyrządził wielkich szkód rynkowi pracy ze względu na pomoc skierowaną do przedsiębiorców pod warunkiem utrzymania miejsc pracy. Kiedy jednak tarcze przestaną działać, pracodawcom może zabraknąć płynności na prowadzenie działalności, co będzie się wiązało ze zwolnieniami. – Jeśli jednak z pomocą państwa i pieniędzy z UE doczekają do wiosny, gdy ruszą prace sezonowe i inwestycje, gospodarka powinna wyjść na prostą – uważa dr Anna Czarczyńska z Akademii Leona Koźmińskiego.

– Pierwszy raz w historii ostatniego 30-lecia Polska zanotowała ujemny wzrost gospodarczy i to jest duży szok, natomiast on się nie przełożył na rynek pracy. Powodem było to, że w reakcji na zamknięcie firm od razu uruchomiono środki publiczne, które wspierały zatrudnienie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Anna Czarczyńska, kierownik Centrum Zrównoważonego Rozwoju i wykładowca Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego. – Teraz jesteśmy w takim momencie, kiedy te tarcze się kończą. Większość małych i średnich firm, według danych GUS, deklaruje, że jest w stanie przeżyć z zasobów własnych od miesiąca do najwyżej trzech miesięcy.

Produkt krajowy brutto spadł w II kwartale wobec I kwartału 2020 roku o 9 proc., zaś wobec tego samego kwartału ub.r. był niższy o 8 proc. (dane odsezonowane wg GUS). III kwartał przyniósł znaczną poprawę i gospodarka wzrosła w ujęciu kwartalnym o 7,9 proc., a w ujęciu rocznym spadła już tylko o 1,8 proc. Bezrobocie od czerwca pozostaje na poziomie 6,1 proc. ale według badania ekonomicznej aktywności ludności nawet w lepszym III kwartale liczba bezrobotnych wzrosła o 53 tys. do 580 tys., przy czym wzrost dotyczył wyłącznie kobiet.

Najnowsza, uchwalona na początku grudnia tarcza 6.0 obejmie tylko firmy z ok. 40 branż, najbardziej dotkniętych bezpośrednimi skutkami jesiennego  i styczniowego lockdownu, takich jak hotelarstwo, gastronomia, turystyka, rozrywka, kultura i transport. Będą mogły z niej skorzystać firmy małe, średnie i duże, a także mikroprzedsiębiorcy. Obejmie ona zwolnienia ze składek za listopad 2020 roku, dodatkowe świadczenia postojowego (2080 zł lub 1300 zł), dofinansowania do pensji pracowników i ubezpieczonych zleceniobiorców w kwocie do 2000 zł na osobę przez trzy miesiące. Mikroprzedsiębiorcy i małe firmy będą mogły się także ubiegać o dotację w wysokości 5 tys. zł, o ile nie mieli zawieszonej działalności na 30 września.

– Sytuacja prawdopodobnie się zweryfikuje w ciągu I kwartału 2021 roku. Podejrzewam, że część małych i średnich firm, jeśli nie dostanie kolejnego dodatkowego wsparcia, może zakończyć swoją działalność. To może być nawet 1/4 wszystkich tego typu podmiotów – ocenia ekspertka z Akademii Leona Koźmińskiego. – Tutaj scenariusze są dwa. W pesymistycznym kończą nam się środki własne, z których możemy wspierać firmy, żeby przetrwały niezależnie od tego, czy są efektywne ekonomicznie, czy nie. W ciągu najbliższych trzech miesięcy te firmy muszą się zweryfikować. To może spowodować wzrost bezrobocia nawet do poziomu 8–9 proc.

Takie poziomy odnotowano po raz ostatni w 2016 i na początku 2017 roku. Jak podkreśla ekspertka ALK, nie grozi nam scenariusz cypryjski czy hiszpański, będący pozostałością po poprzednim kryzysie z 2008 roku. W krajach tych w październiku stopy bezrobocia były dwucyfrowe (odpowiednio 10,5 oraz 16,2 proc.), i to według unijnej metodologii, według której w Polsce sięga ono tylko 3,5 proc. W grupie do 25. roku życia w Hiszpanii odsetek bezrobotnych przekracza 40 proc. (w Polsce 12 proc.). Mimo to sytuacja w naszym kraju też nie napawa optymizmem ze względu na relatywnie słabe środki zabezpieczenia społecznego, które pozwoliłyby ułatwić powrót na rynek pracy, a pracodawcom tworzyć miejsca pracy.

– Mam nadzieję, że się spełni drugi scenariusz, czyli będziemy w stanie w dalszym ciągu wspierać firmy do momentu uzyskania pewnej odporności ekonomicznej na ten kryzys. Myślę, że ten moment nastąpi na wiosnę. Mam nadzieję, że będzie to również moment uruchomienia dodatkowych środków z Funduszu Odbudowy Unii Europejskiej, ponieważ one też są nam bardzo potrzebne do odbicia gospodarczego – mówi dr Anna Czarczyńska. – Czekamy na moment uruchomienia gospodarki, nowych środków, nowych inwestycji i nowych projektów, które będą wspierać firmy.

Kolejną formą pomocy dla firm będzie Tarcza Finansowa PFR 2.0 w kwocie 35 mld zł. Także ona będzie skierowana do określonych branż, przy czym do mikrofirm trafi 3–4 mld zł, do małych i średnich ok. 7 mld zł, a do dużych 25 mld zł.

10 grudnia państwa unijne porozumiały się też w sprawie wieloletniego budżetu na lata 2021-2027 i Funduszu Odbudowy. Z ponad 1,8 bln euro do Polski trafi ok. 139 mld euro dotacji i 34 mld euro w postaci pożyczek. To ponad 770 mld zł.

– To już nie będą fundusze do przejedzenia, one raczej będą skierowane na modernizację i wykorzystanie obecnej fali postępu technologicznego – mówi ekspertka z Akademii Leona Koźmińskiego. – Drugi impuls ekonomiczny, który powinien się na to nałożyć, to impuls związany z bezrobociem cyklicznym, które często samoistnie zwiększa się zimą, dlatego że mamy osłabienie aktywności w sektorze rolnictwa i przetwórstwa owocowo-warzywnego, ale też w sektorze budownictwa i konstrukcji. Te sektory przy dobrym impulsie wzrostowym gospodarki powinny zacząć intensywniej funkcjonować na wiosnę. Jeśli małym i średnim firmom rodzinnym uda się przetrwać do wiosny, to wtedy przy współpracy z Europejskim Obszarem Gospodarczym jesteśmy w stanie przejść w miarę bezboleśnie do kolejnego etapu i odbić się od dna.

Jak przekazać spadek osobie niespokrewnionej? Ekspert radzi

Jak skutecznie uporządkować swoje sprawy spadkowe? Jak przekazać spadek osobie, która nie jest z nami spokrewniona? Czy taka osoba będzie musiała zapłacić podatek od spadku? Co stanie się, jeśli senior nie spisze testamentu, a spadek będzie podlegał dziedziczeniu ustawowemu? Czy umowa o dożywocie może być alternatywą dla testamentu? Na te pytania odpowiada Małgorzata Rosińska, Kierownik Działu Prawnego Funduszu Hipotecznego DOM.

 

Przykład:

Głównym majątkiem samotnej seniorki jest mieszkanie. Jedyną żyjącą rodziną seniorki jest jej siostra i siostrzenica, z którymi emerytka nie utrzymuje bliższych relacji. Seniorka od kilku lat ma problemy zdrowotne i praktycznie nie opuszcza swojego mieszkania.  W codziennych sprawunkach m.in. robieniu zakupów pomaga jej sąsiadka. Seniorka chciałaby uporządkować swoje sprawy spadkowe tak, by jej mieszkanie nie zostało odziedziczone przez siostrę lub siostrzenicę. Chciałaby też przekazać jakąś sumę pieniędzy sąsiadce, by odwdzięczyć się za okazaną jej pomoc. Niestety z samej emerytury nie jest w stanie nic zaoszczędzić. Jak może prawnie uregulować tę sytuację?

 

Odpowiedź Eksperta:
Małgorzata Rosińska, Kierownik Działu Prawnego Funduszu Hipotecznego DOM

 

Co się wydarzy po śmierci seniorki, jeśli ta nie podejmie wcześniej żadnych działań i będzie można mówić o dziedziczeniu ustawowym?

W takim przypadku spadek po seniorce zostanie podzielony według zasad dziedziczenia ustawowego.  Ponieważ jedyną żyjącą bliską rodziną emerytki jest jej młodsza siostra, to będzie ona uprawiona do przejęcia całości spadku, w tym wartościowego mieszkania. Jeśli młodsza siostra seniorki umarłaby wcześniej niż ona sama, to jej córka (a więc siostrzenica seniorki) będzie po niej dziedziczyć.

 

Co seniorka może zrobić, by mieszkanie po jej śmierci nie zostało odziedziczone przez jej siostrę lub siostrzenicę?

Seniorka może sporządzić testament i zapisać mieszkanie swojej sąsiadce lub innej osobie czy organizacji charytatywnej. W takim przypadku jej siostra (bądź siostrzenica) nie może domagać się zachowku, ponieważ zachowek przysługuje tylko zstępnym (dzieci, wnuki), małżonkowi lub rodzicom. Warto tu podkreślić, że w tym wypadku sąsiadka będzie musiała zapłacić podatek od spadku, ponieważ nie jest rodziną seniorki.

Inną opcją wartą rozważenia jest zawarcie przez seniorkę umowy o dożywocie, którą może podpisać zarówno z sąsiadką jak i z profesjonalną instytucją – funduszem hipotecznym. W przypadku umowy z osobą prywatną seniorka może zastrzec, że sąsiadka, w zamian za przekazanie jej prawa własności do nieruchomości, ma obowiązek zapewnić jej wyżywienie, mieszkanie, światło, opał oraz odpowiednią pomoc i pielęgnowanie w chorobie oraz sprawić własnym kosztem stosowny pogrzeb. Strony umowy mogą również postanowić, że utrzymanie będzie polegało na wypłacaniu co miesiąc, aż do śmierci seniorki określonej kwoty pieniężnej, kompensującej ww. obowiązki. Takie właśnie rozwiązanie stosują fundusze hipoteczne.

Warto pamiętać, że umowy z osobami prywatnymi (np. sąsiadami) obarczone są dużym ryzykiem – nie wiadomo, czy osoba, której przekażemy nasze mieszkanie będzie w kolejnych latach w stanie wywiązywać się ze swoich zobowiązań. Często osoby prywatne po uzyskaniu aktu własności nieruchomości przestają pomagać dożywotnikowi, a niektóre wręcz uprzykrzają im życie.  Rozwiązanie umowy o dożywocie jest trudne, czasochłonne i wymaga pójścia do sądu.

W przypadku podpisania umowy o dożywocie z funduszem hipotecznym seniorka zyskałaby dodatkowe środki finansowe, które mogłaby przeznaczyć na opłacenie opiekunki lub jakąś formę odwdzięczenia się sąsiadce za jej pomoc. Rosnące koszty czynszu nie obciążałyby seniorki, bo ten wydatek po zawarciu umowy pokrywa fundusz.

Sprawdź najtańsze kredyty bankowe online dostępne w promocjach