BIK i BIG odpowiedniki za granicą – podobieństwa i różnice

Mężczyzna biznesmen z teczką idący z pracy.

Brak jakiejkolwiek historii kredytowej oznacza w Polsce trudności w otrzymaniu pozytywnej decyzji kredytowej, nawet pomimo braku zadłużeń w banku. Problemy mogą mieć np. osoby, które po wielu latach wróciły do kraju z Niemiec czy Wielkiej Brytanii. W większości krajów funkcjonują biura zajmujące się wyliczaniem zdolności kredytowej każdej osoby, dlatego warto wiedzieć, jakiego typu informacje są w nich gromadzone.

Każdy wniosek o kredyt oznacza w Polsce konieczność wyciągnięcia przez bank raportu na temat historii kredytowej klienta z Biura Informacji Kredytowej. Znajdują się w nim informacje o wszelkich zadłużeniach wnioskującego o kredyt, przebiegu spłacania poprzednich należności, a nawet liczby zapytań o kredyt. Mogłoby się zdawać, że czysty raport otwiera drogę do otrzymania pozytywnej decyzji kredytowej, tak jednak nie jest.

Historia kredytowa jest bardzo ważna

Brak jakiejkolwiek historii kredytowej, w tym np. informacji o prawidłowo spłacanych ratach za sprzęt, może oznaczać decyzję odmowną. Dla banku taki klient stanowi ryzyko, ponieważ nie wiadomo, jak w przyszłości będzie spłacał zadłużenie. Dlatego warto jak najwcześniej zacząć budować swoją zdolność kredytową zaczynając np. od niewielkich zakupów na raty. O swoją historię kredytową powinny zadbać również osoby przebywające za granicą, zwłaszcza gdy wiedzą, że po powrocie do kraju będą chciały się starać np. o kredyt na firmę.

Możemy przejąć zadłużenie po poprzednim lokatorze

W Wielkiej Brytanii także obowiązuje zasada, że lepiej mieć długą historię kredytową niż żadną. Co ciekawe, do obliczania zdolności kredytowej wykorzystywane są nie tylko informacje o poprzednich kredytach, ale i o terminowości w płaceniu rachunków np. za telefon. Wśród danych gromadzonych przez powołane do tego firmy, jak Experian, Equifax czy CallCredit, oprócz tych na temat liczby kart kredytowych czy otwartych kont, znajdują się także np. informacje o wyrokach sądów cywilnych. Jeżeli nie posiadamy żadnej historii kredytowej, to najlepszym sposobem jest zostanie autoryzowanym użytkownikiem konta osoby, która posiada bogatą historię w banku lub złożenie wniosku o kartę kredytową i spłacanie jej w terminie.

Ciekawy jest również fakt, że w Wielkiej Brytanii bardzo ważna przy wyliczaniu zdolności kredytowej jest także obecność na liście wyborców. Podobnie, jak w Polsce nie należy również składać wielu zapytań kredytowych w krótkim czasie, ponieważ są one niekorzystnie odbierane przez analityków banku. Niestety, zdarzają się również kuriozalne przepisy. Na przykład wprowadzając się do nowego mieszkania ryzykujemy, że osoba poprzednio je zamieszkująca miała niekorzystną historię kredytową, a my automatycznie ją przejmiemy. Firmy gromadzące dane mogły bowiem nie odnotować zmiany lokatora i jedyna informacja, jaką posiadają, mówi o tym, że pod tym adresem mieszka nierzetelny płatnik*.

– Przedsiębiorcy w Polsce często narzekają na skomplikowany proces kredytowy i że nawet niewielkie zadłużenie może spowodować, że nie otrzymają kredytu na firmę. Tak jednak jest w większości krajów, a nawet zdarza się, że otrzymanie kredytu za granicą jest jeszcze trudniejsze. Jeżeli przedsiębiorcy nie wiedzą, czy mają szansę na kredyt i który bank przymknie oko na niektóre przewinienia, to zawsze warto zapytać o to doradcę finansowego – mówi Paweł Mazur z ANG Biznes.

W Niemczech nie jesteś indywidualnym przypadkiem, a przedstawicielem grupy

U naszych zachodnich sąsiadów organem odpowiedzialnym za gromadzenie danych na temat potencjalnego kredytobiorcy jest Schufa. Do Schufy docierają dane z banków, towarzystw ubezpieczeniowych, firm zajmujących się sprzedażą wysyłkową, towarzystw leasingowych, sklepów, przedsiębiorstw telekomunikacyjnych i firm windykacyjnych – czyli praktycznie z każdego miejsca, z którym współpraca wiąże się z regulowaniem płatności w terminie. Ze względu na fakt, że Schufa nie jest uprawniona do gromadzenia danych na temat majątku czy miejsca zatrudnienia danej osoby, Niemcy znaleźli ciekawy, choć kontrowersyjny sposób, aby wyliczyć ryzyko udzielenia kredytu. Składając wniosek kredytowy nie jesteśmy traktowani jako indywidualny przypadek, ale jako przedstawiciel grupy osób o podobnych danych. Jest to tzw. postępowanie prognozujące Schufy. Komputer oblicza prawdopodobieństwo wystąpienia problemów ze spłatą kredytu, jakie występowały u innych osób z tej grupy. Jeżeli zatem osoby o podobnych danych w przeszłości miały kłopoty z regulowaniem rat kredytowych, to istnieje spore prawdopodobieństwo, że otrzymamy negatywną decyzję z banku**.

– Jeżeli przebywamy za granicą, ale planujemy powrót do Polski, pamiętajmy, że istnieje możliwość wyciągnięcia przez BIK informacji o naszej historii kredytowej budowanej poza granicami kraju. BIK współpracuje bowiem z niemieckim Schufa, brytyjskim Equifax, jak i włoskim CRIF i jeżeli wiemy, że przebywając w tych państwach zbudowaliśmy pozytywną historię kredytową, to możemy ją wykorzystać przy staraniu się o np. o kredyt inwestycyjny w Polsce – dodaje Paweł Mazur z ANG Biznes.

*Źródło: http://dlugi.co.uk

*Źródło: http://dojczland.info

Źródło: ANG Biznes

Zadłużenie mają również Polacy korzystający z abonamentów komórkowych

Mężczyzna zadłużony z pustymi kieszeniami.

„To tylko 30 złotych miesięcznie” – tak najczęściej klienci tłumaczą swoje długi wobec operatorów komórkowych. Ich zaległości widniejące w bazie danych Krajowego Rejestru Długów to obecnie już ponad 713 mln zł. Rekordzista ma do oddania ponad 200 tys. zł. Najczęściej klienci wpędzają się w spiralę zaległości, bo chcą dostać smartfon na korzystnych warunkach. Podpisują więc umowę na regularne doładowania. Ale nie zamierzają ani robić doładowań, ani spłacać sprzętu.

Według danych CBOS z lipca 2017 r. z telefonów komórkowych korzysta w Polsce 92 proc.  osób, z czego 57 proc. ma smartfony (dwa lata wcześniej 50 proc.). Klasycznego telefonu komórkowego używa 43 proc., choć jeszcze w 2015 r. była to połowa badanych.

Jednak obecnie usługi telekomunikacyjne to nie tylko prosty abonament komórkowy za rozmowy. To także korzystanie z Internetu i telewizji cyfrowej, do których klient otrzymuje w zestawie smartfon, laptop, tablet, moduł internetowy, dekoder czy telewizor. Pokusa wzięcia kilku usług i sprzętów w pakiecie jest na tyle duża, że wiele osób nie może oprzeć się takim okazjom. Otrzeźwienie przychodzi, gdy za sprzęt trzeba płacić kolejne raty.

Myśleli, że nikt się nie upomni

Na długi klientów telekomów, figurujące  w Krajowym Rejestrze Długów, składają się: typowe abonamenty, doładowania, raty za sprzęt elektroniczny i kary za niewywiązywanie się z umowy.

Do windykacji trafiają najczęściej zobowiązania za niezapłacone doładowania. Klienci decydują się na telefon na kartę z comiesięcznym uzupełnieniem konta w kwocie 30-50 złotych. Okazuje się, że podpisują taką umowę tylko po to, aby dostać dobry smartfon. Widać to po tym, że po zawarciu umowy nie robią już ani jednego doładowania. Są też tacy, którzy z gruntu lekko podchodzą do takich zobowiązań. Wiedzą, że nie będą w stanie wywiązać się z umowy, ale liczą, że im się upiecze. Później na etapie windykacji mówią nam, że to tylko 30 złotych, więc sądzili, że nikt się nie upomni. Do tego dochodzi jeszcze kara za zerwanie umowy i w ten sposób zbiera się tysiąc złotych do spłaty. A to już kwota mocno odczuwalna w domowym budżecie.

Jakub Kostecki
Prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso

Duża liczba dłużników

Na początku marca w Krajowym Rejestrze Długów notowanych było 275 tysięcy dłużników telekomunikacyjnych, którzy mieli 414 tysięcy niezapłaconych w terminie zobowiązań o wartości ponad 713 mln złotych. O ile liczba dłużników i wartość ich długu na przestrzeni ostatnich lat przypomina sinusoidę (wzrosty i spadki), to średni dług nieustannie rośnie. Obecnie wynosi on 2,6 tys. zł na osobę, a jeszcze rok temu nieco ponad 2,3 tys. zł.  Natomiast w 2015 r. było to jeszcze mniej, bo 2 tys. zł na osobę.

Dostępność usług telekomunikacyjnych jest coraz większa. Nie trzeba już jechać do dużego miasta, aby zawrzeć umowę, bo nawet w małych miasteczkach są punkty sprzedaży operatorów. Mocno poprawia się też zasięg telefonii. Sprzyja to sprzedaży usług telekomunikacyjnych, ale powoduje również, że klienci podejmują pochopne decyzje zakupowe i nie są w stanie wywiązać się ze zobowiązań. Kiedy później starają się o kredyt w banku lub firmie pożyczkowej, są zdziwieni, że go nie dostają, bo zostali wpisani do biura informacji gospodarczej.

Adam Łącki
Prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów

Operator komórkowy, jak każdy inny wierzyciel, może wpisać dłużnika do biura informacji gospodarczej po 30 dniach od upływu terminu płatności faktury, jeśli jego łączny dług przekracza 200 zł. Aby nie figurować w rejestrze, trzeba w całości spłacić dług. Dopiero wtedy można starać się ponownie o kredyt lub zakup ratalny.

Rekordzista z Podkarpacia zalega ze spłatą 206 tys. zł

Najmniej skrupulatnie rachunki za telefon płacą Ślązacy – zadłużenie w tym województwie wynosi aż 110,5 mln zł (16 proc. wszystkich długów). Drugim regionem pod względem zaległości jest Mazowsze z prawie 81 mln zł długów (11,5 proc.), a następne na podium jest Dolnośląskie z 78 mln zł zobowiązań (11 proc.). Najlepiej z płatnościami radzą sobie mieszkańcy województwa podlaskiego. Mają do oddania niespełna 13 mln zł, co stanowi 1,8 proc. w puli wszystkich zobowiązań.

Absolutnym rekordzistą w gronie dłużników jest mieszkaniec województwa podkarpackiego. 46-letni mężczyzna z powiatu tarnobrzeskiego, spod znaku Panny, jest winny dwóm operatorom ponad 206 tys. zł. Z tego 195 tys. zł to zobowiązanie tylko w jednej firmie. Kolejny w niechlubnym rankingu jest mieszkaniec powiatu augustowskiego na Podlasiu, który nie zapłacił 112 tys. zł, a trzecie miejsce zajmuje mieszkaniec powiatu kaliskiego w Wielkopolsce z długami w wysokości 104 tys. zł.

Najwięcej zaległości jest w małych miejscowościach poniżej 5 tys. mieszkańców i na wsiach – łącznie niemal 161 mln zł. Mieszka tam prawie jedna czwarta wszystkich dłużników. Najbardziej zadłużony mieszkaniec wsi ma do oddania 78 tys. zł. Wśród dłużników prym wiodą mężczyźni (60 proc.), którzy zalegają na kwotę 420 mln zł. Nieco bardziej zdyscyplinowane są kobiety (40 proc.), mające na koncie 285 mln zł zobowiązań.

Pod względem wieku najliczniejszą grupę dłużników stanowią osoby pomiędzy 26 a 35 rokiem życia. Najbardziej rzetelni są klienci powyżej 65 lat, których zadłużenie to zaledwie 7 proc. wszystkich zaległości notowanych w KRD.

Młodsi w pogoni za coraz lepszymi modelami smartfonów i bogatszymi pakietami usług często przekraczają granicę swoich możliwości finansowych. Presja otoczenia jest duża, a młodzi ludzie nie zawsze kierują się względami racjonalnymi. Chcąc dotrzymać kroku rówieśnikom, brną w kolejne zakupy z wyższej póki i, co za tym idzie, długi. Natomiast osoby starsze korzystają z prostych i stałych usług, czyli abonamentu telefonicznego i telewizji cyfrowej. Są oni przywiązani do firm, a klient związany z marką jest wobec niej lojalny, również w kwestiach płatności, co widać w naszych danych.

Adam Łącki Prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów

źródło: KRD

Kobiety mają długi w pożyczkach, a mężczyźni w bankach

Średnie zadłużenie Polaków ma wpływ na zdolność kredytową

Są młode, mieszkają na wsi lub w małym miasteczku na Śląsku bądź Mazowszu i mają blisko 4,5 tys. złotych do oddania. Chociaż na listach dłużników kobiety zaczynają przeważać po 65. roku życia, to w przypadku długów w firmach pożyczkowych, już w młodym wieku zaczynają dorównywać mężczyznom. Jest ich tyle samo, co panów, ale ich długi są większe. W przeciwieństwie do banków – tu nadal wyraźnie dominuje płeć brzydka – wynika z danych Krajowego Rejestru Długów.

Kobiety zadłużają się w firmach pożyczkowych równie często jak mężczyźni. Jednak to one mają większe długi – wynika z danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Statystyczna Polka ma do oddania firmie pożyczkowej blisko 4,5 tys. złotych, podczas gdy zaległości Polaka są o pół tysiąca złotych mniejsze. Z kolei mężczyźni częściej zadłużają się w bankach. Wśród dłużników bankowych notowanych w KRD, aż 61 proc. stanowią panowie. Średnia wartość niespłacanego przez nich kredytu to 62,1 tys. złotych. Kobiety mają do oddania średnio 57,7 tys. złotych.

Średnie zadłużenie Polaków ma wpływ na zdolność kredytową

– Płeć piękna najczęściej pożycza mniejsze kwoty na kupno nowych mebli i dodatków do mieszkania, nieoczekiwane wydatki czy sfinansowanie bieżących potrzeb. Zdarzają się też spontaniczne zakupy: pożyczka 5 tys. złotych na spodnie i torebkę sygnowaną logiem znanego projektanta. Z kolei mężczyźni tradycyjnie już zapożyczają się w bankach na kupno mieszkania i zakup samochodu. W firmach pożyczkowych zaciągają pieniądze na kaprysy: drogie kino domowe lub nowy model smartfona. Coraz częściej panowie pożyczają też na kupno motoru, a potem na akcesoria motocyklowe. Jak widać, niezależnie od płci pojawiają się pożyczki związane z zachciankami – tłumaczy Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Duża różnica między średnią wartością długu wobec banków (60,4 tys. złotych), a firm pożyczkowych  (4,2 tys. złotych) wynika ze skali ich dotychczasowej działalności. Te drugie pożyczały początkowo niewielkie kwoty na krótki okres. W 2017 roku nastąpiła jednak zauważalna zmiana, która wkrótce zapewne znajdzie odbicie w statystykach dłużników.

– W zeszłym roku firmy pożyczkowe zaczęły udzielać konsumentom pożyczek na wyższe kwoty i z dłuższym terminem spłaty, jednocześnie przejmując część klientów bankowych. To są kwoty sięgające 20-25 tys. złotych z dwu- lub trzyletnim okresem spłaty. To bez wątpienia wpłynie na zmianę modeli windykacji w tym roku. Pożyczki o wyższej wartości i z dłuższym terminem zwrotu w większym stopniu angażują kapitał pożyczkodawcy. Zatem kiedy klienci przestaną je spłacać, firmy pożyczkowe będą musiały szybciej przekazywać sprawy do windykacji – uważa Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

W dużym mieście w banku, a na wsi i w miasteczku w firmie pożyczkowej

Najwięcej dłużników bankowych i pożyczkowych mieszka na Mazowszu, Górnym i Dolnym Śląsku oraz w Wielkopolsce. O ile w przypadku tych trzech ostatnich województw, odsetek dłużników bankowych dorównuje odsetkowi dłużników firm pożyczkowych, to inaczej sytuacja ma się wśród zadłużonych z Mazowsza. To w tym regionie zapożyczonych wobec banków jest o 6 proc. więcej od mających nieuregulowane zobowiązania u firm z sektora pozabankowego.

Mieszkańcy dużych miast najczęściej zapożyczają się w bankach. Stanowią oni 44 proc. wszystkich dłużników bankowych. Zupełnie inaczej sprawa ma się w przypadku zadłużonych wobec firm pożyczkowych. 41 proc. z nich to mieszkańcy wsi i małych miasteczek.

– Z jednej strony to efekt tego, że w najmniejszych miejscowościach nie zawsze są placówki bankowe, a osoby zamieszkujące wsie czy malutkie miasteczka preferują kontakt osobisty, dlatego chętniej sięgają po finansowanie udzielane przez firmy pożyczkowe, zwłaszcza że ich przedstawiciel przynosi pieniądze do domu. Ale od kilku lat bardzo dynamicznie rozwijają się firmy pożyczkowe, które pożyczają pieniądze przez Internet. Z ich oferty korzystają osoby o dobrej zdolności kredytowej, młode, dla których Internet jest czymś naturalnym, a oferta firm pożyczkowych jest bardziej elastyczna – tłumaczy Adam Łącki.

Dłużnicy bankowi starsi od pożyczkowych

Co drugi dłużnik bankowy ma od 36 do 55 lat, a co trzeci przekroczył 56. rok życia. W przypadku firm pożyczkowych struktura wiekowa dłużników jest dokładnie odwrotna. Najwięcej, bo aż 37 proc. wszystkich zadłużonych wobec firm pożyczkowych ma od 18 do 35 lat. Później z każdym rokiem odsetek zadłużonych maleje.

– Te dane pozwalają zauważyć dwie kwestie. Szczyt zadłużenia w przypadku dłużników bankowych następuje w wyższych kategoriach wiekowych, co ma związek z tym, że w wieku 36-55 lat osoby zaciągające kredyty mają większą zdolność kredytową i najczęściej korzystają z tego finansując zakup mieszkania lub samochodu. Z kolei zadłużenie wobec firm pożyczkowych jest najwyższe wśród ludzi młodych. Sama oferta firmy pożyczkowej często wygrywa z ofertą banku – jest bardziej elastyczna, a co za tym idzie pieniądze w prostszy i szybszy sposób trafią na konto pożyczkobiorcy. To właśnie te aspekty sprawiają, że znaczna część młodych ludzi chętniej zapożycza się w firmach pożyczkowych niż w bankach – dodaje Jakub Kostecki.

Rekordzista ma 20 innych wierzycieli

Aż 53 proc. dłużników bankowych ma więcej niż jednego wierzyciela. W przypadku firm pożyczkowych odsetek ten jest wyższy i sięga około 58 proc. Dłużnicy banków i firm pożyczkowych najczęściej nie płacą też funduszom sekurytyzacyjnym i firmom windykacyjnym. Równie często zapominają uregulować alimenty czy rachunki za telefon. Co ciekawe, osoby, które mają długi wobec banków, zalegają też firmom pożyczkowym, a dłużnicy firm pożyczkowych mają niespłacone zobowiązania wobec banków.

Rekordzistą wśród dłużników firm pożyczkowych jest jedna osoba, która poza niespłaconą w terminie pożyczką, dodatkowo zalega z zapłatą u dwudziestu innych wierzycieli. Dług z tytułu zaciągniętej pożyczki to około 1 300 złotych, ale łączne zadłużenie wobec pozostałych podmiotów wynosi blisko 150 tys. złotych. Dla porównania bankowy dłużnik-rekordzista ma 14 innych wierzycieli.

Źródło: Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej

W Polsce najbardziej regulowana przez Państwo jest branża finansowa, farmaceutyczna i energetyczna

Kobieta ze smartfonem

W Polsce ingerencja państwa widoczna jest najbardziej na rynku finansowym, energetycznym i farmaceutycznym. Z kolei branże regulowane w najmniejszym stopniu to handel i motoryzacja – wynika ze wspólnego raportu DNB Bank Polska i firmy doradczej PwC „Kierunki 2018. Ingerencja państwa w wybranych sektorach gospodarki – skala i warunki sukcesu”. W ostatnim czasie stopień zaangażowania państwa w polską gospodarkę wzrasta, wciąż jednak jest mniejszy niż w krajach Europy Zachodniej.

– W ostatnich latach obserwujemy wzrost zaangażowania państwa w polską gospodarkę, ale ten gorset regulacyjny nie jest jeszcze tak sztywny, jak by się wydawało. Nasza analiza pokazuje, że polska gospodarka jest ciągle bardziej liberalna niż gospodarek Europy kontynentalnej. Z drugiej strony jest zdecydowanie mniej liberalna niż krajów anglosaskie, jak Wielka Brytania czy USA – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Tomaszewski, prezes zarządu DNB Bank Polska.

Pod względem regulacji w gospodarce Polska zbliża się do państw Europy kontynentalnej, jednak ciągle pozostaje bardziej liberalna od Niemiec i Francji – to główny wniosek raportu „Kierunki 2018. Ingerencja państwa w wybranych sektorach gospodarki – skala i warunki sukcesu”, przygotowanego przez DNB Bank Polska i firmę doradczą PwC. Autorzy analizy zauważają, że intensywność regulacji jest zależna nie tylko od państwa, lecz także od branży.

Branża bankowa bardziej regulowana

– Branże i przedsiębiorstwa mają charakter coraz bardziej globalny, więc we wszystkich krajach poziom regulacji w poszczególnych branżach jest dość zbliżony. Są te bardziej regulowane, chociażby branża bankowa, co wynika z bezpieczeństwa całej gospodarki i ochrony konsumenta, czy branża energetyczna ze względu na monopole i strategiczny charakter dla gospodarki. Są też branże mniej regulowane, jak handlowa czy motoryzacyjna – mówi Artur Tomaszewski.

Sektory, które są w niewielkim stopniu regulowane przez państwo, to m.in. motoryzacyjny i farmaceutyczny. Wyjątkiem jest Norwegia, w której stopień zaangażowania państwa w rynek farmaceutyczny sięga 50 proc., rozbudowane są też regulacje dotyczące elektromobilności – to dlatego w tym kraju 50 proc. samochodów stanowią hybrydy i auta elektryczne. W branży sprzedaży detalicznej we wszystkich krajach interwencjonizm państwowy jest niewielki i nie przekracza 8 proc.

Z kolei energetyka jest branżą, w której – ze względu na strategiczny charakter – własnościowe i regulacyjne zaangażowanie państwa jest wyraźne. Największy stopień ingerencji w rynek energetyczny jest widoczny we Francji (39 proc.), nieco mniejszy w Niemczech i Polsce (36 proc.). Najmniejszy jest natomiast w USA – analitycy podkreślają, że w państwach anglosaskich interwencje państwa mają charakter niemal wyłącznie regulacyjny.

– Państwo działa w gospodarce w dwóch wymiarach. Pierwszy to charakter strategiczny – państwo występuje tu jako albo właściciel, albo regulator. Jego zadaniem jest ochrona konsumenta, środowiska czy stabilizacja branż kluczowych dla gospodarki. Z drugiej strony jest działalność rynkowa. Państwo działa tu na równi z innymi podmiotami rynkowymi i chce zrealizować zysk. Ten element wydaje się kontrowersyjny. Nasz raport pokazuje, że co do zasady przedsiębiorstwa z udziałem Skarbu Państwa mają mniejszą siłę konkurencyjną i osiągają nieco gorsze wyniki niż podmioty prywatne – mówi Artur Tomaszewski.

Analitycy zauważają, że społeczeństwo, ekonomiści i politycy patrzą na rolę państwa w gospodarce coraz bardziej przychylnym okiem, a zmiana optyki jest właśnie efektem kryzysu finansowego, którego przyczyną był m.in. niedostateczny poziom regulacji na rynku finansowym.

Modelowym przykładem jest interwencja amerykańskiego rządu w sektory bankowy i motoryzacyjny podczas krachu z lat 2008–2009, kiedy państwo przejęło wszystkie udziały w dwóch największych koncernach, a następnie – po kryzysie – skorzystało z okazji rynkowej i sprzedało swoje akcje.

– Interwencje państwa powinny być celowe, konkretne i określone w czasie, a każda regulacja musi być związana z zasadą proporcjonalności. Jako członek UE jesteśmy czasem poddani trochę zbyt ostrym regulacjom dotyczącym np. rynku kapitałowego, który w innych krajach unijnych jest większy niż w Polsce. W związku z tym cierpimy na tym, że jesteśmy – w moim przekonaniu – zbyt mocno regulowani pod względem parametrów jakościowych czy finansowych, w tym wysokości kar finansowych – mówi Jacek Socha, wiceprezes zarządu PwC Polska.

Dlatego z punktu widzenia rozwoju gospodarczego bardzo ważna jest ich harmonizacja przepisów. Z drugiej strony zglobalizowane przepisy muszą być dostosowane do mniejszych firm, operujących tylko na krajowym rynku.

Analitycy zauważają też, że skala ingerencji państwa nie ma wielkiego wpływu na wyniki danej branży. To zasługa globalizacji, ponadnarodowych rynków i łańcuchów dostaw oraz faktu, że część regulacji ma charakter międzynarodowy.

– Dokonując regulacji, trzeba uważać, ponieważ przez wiele podmiotów są one postrzegane jako koszt. Rynek farmacji pokazuje, że brak albo niski stopień regulacji – jak np. w USA – powodują, że ceny leków są znacznie wyższe. Z drugiej strony rentowność firm jest wyższa, ponieważ ceny leków pozwalają na pogłębioną analizę rozwojową i wydatki na badania i rozwój są istotnie wyższe, co z kolei powoduje powstawanie nowych leków oraz przewagę technologiczną i rynkową – mówi Jacek Socha.

Źródło: Newseria.pl